Torri czuła się
zamknięta w czterech ścianach. Tak, jakby przykładała twarz do okna i szukała
samej siebie. Zastanawia się, czy to na pewno jej życie. To wydarzyło się tak,
szybko. Jak to odkręcić? Nie wiedziała. Gdzieś tam, w swoim śnie widziała
dziewczynę która chciała by być: nieskrępowana, wolna. Jeśli ten ktoś to ona
sama. To bez myślenia i chroniąc konsekwencje, podążyła by za tą osobą.
Chciałaby żeby to wszystko było takie proste. Ale strach o swoje marzenia otacza
ją jak ogrodzenie. Chce się uwolnić. Wszystko czego tak naprawdę pragnie Torri
to wolność, aby zmierzyć się z lękiem nie czując strachu. Chciałaby otworzyć
swoje serce i powiedzieć całemu światu co czuje. Chciałaby być jak ptak
rzucający ostrożność wiatr. Chciałaby pobiec wolna. Chciałaby móc kochać
lekkomyślnie.
Ale nie może,
ponieważ mówią, że świat jest stworzony dla dwojga i że, warto żyć gdy ktoś cię
kocha. Torri boi się miłości. Jest przecież tylko zwykłą dziewczyną z
marzeniami by stać się najlepszą na świecie. W świecie w którym wierzą że, sława jest wszystkim. Ludzie mówią, że świat
jest jak scena. Torri jest roztargniona rolami które gra. Tak łatwo jest
zapomnieć o tym co w życiu liczy się naprawdę. Tak trudno uwierzyć w żal.
~ Spróbuję być
lepszą mną. Od dzisiaj.~ obiecała sobie Torri.
Doskonale
zna prawo miłości.
NIE PRZEGAPIĆ
PRZYSZŁOŚCI STOJĄC W PRZESZŁOŚCI.
Była tylko raz
zakochana, ale została zraniona. Znalazła miłość którą naprawdę chciała kochać.
Była to miłość niespełniona.
Zraniła Torri
bardzo głęboko.
Jak być odważnym?
Jak może kochać, jeśli
boi się upadku?
O szóstej rano zadzwonił budzik w krowie łaty. Torri jednym
zwinnym ruchem ręki wyłączyła dzwoniące ustrojstwo. Była strasznie zaspana, nie
umiała wstać z łóżka. Przewracała się na wszystkie strony. Po pięciu minutach
wygramoliła się ze swojego posłania. Chwiejnym krokiem zeszła na dół, by zjeść
przygotowane przez Terri śniadanie.
- I jak się spała? - zapytała na powitanie Terri lekko się
uśmiechając.
- Koszmar. - odpowiedziała krótko Torri.
- Oj nie przejmuj się tak, jutro się wyśpisz.
- W nowym domu? Acha, już to widzę, nigdy mi się ta sztuka
nie udała.
- A ja się założę, że zaśniesz od razu, będziesz zmęczona po pięciu
godzinach spędzonych w samolocie.
Torri nie odpowiedziała. Zjadła śniadanie, podziękowała i
poszła się ubrać i naszykować na męczarnie w samolocie.
Torri założyła lekko obtarte, niebieskie rurki, biały top,
długą niebiesko białą koszulę w kratkę, na to kremowy sweterek ozdobiony
guzikami. Włożyła czarne zimowe trampki, futrzaną pilotkę, wiśniową czapkę z
pomponem oraz długi wiśniowy szal z pomponami na końcach do kompletu.
Oczywiście miała na sobie swoje ulubione bransoletki, pierścionek, kolczyki,
wisiorek z sową oraz swój ulubiony
naszyjnik czyli klucz wysadzany
diamentami wykutą literą "T"
jak Torri. Dziewczyna wzięła
wielką brązową torbę i zeszła na dół.
Terri czekała na nią ubrana w czarną tunikę z dzianiny, klasyczny,
czerwony, flauszowy płaszcz, na głowie miała czapkę w cętki, a na nogach czarne
rockowe botki na grubszej podeszwie z klamrami, a pod
ręką brązową, skórzaną torbę na długim pasku zapinaną z przodu klamrą.
Dziewczyny spojrzały na siebie przyjacielskim wzrokiem, poczym wzięła na
ręce swojego białego pieska i poszły do
limuzyny. która czekała na nie przed
domem. Torri w myślach pożegnała się ze
swoim domem i przyjaciółmi których tu miała. Dziesięć minut później siedziały
już w samolocie.
Terri grała w karty z Amy ( fryzjerka Torri)
Torri zaś zrobiła coś, czego od jakiegoś czasu się bała.
Zobaczyła teledyski do piosenek SHINee.
Amigo,
Juliette, Hallo, Ring Ding Dong, Lucifer...
~ Ciekawe, jak oni to przeżywają? ~ pomyślała Torri.
Długie cztery godziny wlekły się w nieskączoność. Torri przez cały czas zadawała sobie pytanie:
"Jak to będzie?" Ale odpowiedzi nie znalazła.
C.D.N.
Bardzo fajne opowiadanie :)
OdpowiedzUsuń